Świadectwa

Mam na imię Wojciech. Myśl o wstąpieniu do seminarium nie towarzyszyła mi w szczególny sposób w życiu. Raz na jakiś czas ktoś z mojego otoczenia podsunął taki pomysł lub rzucił słowami: „mógłbyś pójść na księdza..”. Byli to znajomi, niekiedy rodzina, księża w parafii gdy byłem ministrantem. Patrzyłem na kapłaństwo jak na pewien wyczyn, stratę. Choć traktowałem wybór tej drogi jako szlachetny i odważny, nie zwykłem przypisywać sobie takich planów. Po ukończeniu technikum drogowego, wybrałem studia na Politechnice Gdańskiej, z nadzieją na życiowy sukces w branży budowlanej, do tego wspaniała rodzina, dobry samochód..

Przejście z miasta małego do dużego, większa  swoboda oraz presja, aby nie zawieść nikogo, kto pokłada we mnie nadzieję powodowały, że oddalałem się od Kościoła, choć i tak moje życie nie było z nim głęboko związane. Po różnych doświadczeniach, mój osobisty kryzys zmienił się w głębokie nawrócenie, dzięki łasce Bożej. Ciągle odkrywałem miłość Boga, dalej studiowałem
i osiągałem świetne wyniki, rozwijałem swoje talenty i zainteresowania, poznawałem wielu wspaniałych ludzi. Snułem różne plany na życie, które chciałem ochoczo realizować wraz z Bogiem. Pan Bóg jednak zmienił moje plany i po 2 latach studiowania, odkryłem, że proponuje mi bym rozważył powołanie do kapłaństwa.

Czułem jednocześnie radość i obawę, stanąłem przed wyborem:  realizować dalej mój plan, czy zaufać Bogu i pójść za Nim. Nie czekałem zbyt długo z podjęciem decyzji o wstąpieniu do seminarium, oddałem Panu Bogu moje dotychczasowe życie i od tamtej pory idę drogą powołania do kapłaństwa w nadziei, że dalej będę umiał iść za głosem Boga.

Alumn Wojciech Wasilewski

Już od moich nastoletnich lat zdarzało mi się myśleć o kapłaństwie, byłem członkiem Liturgicznej Służby Ołtarza, więc myślę, że patrzenie z bliska na to co czyni kapłan podczas Mszy Świętej i przykład świetnych księży w mojej parafii nasuwały mi myśli, że też tak bym kiedyś chciał.

Jednak w gimnazjum nie myślałem już o tym prawie wcale, w liceum się zdarzało, ale ostatecznie żyłem z myślą, że jako mój kolejny krok w edukacji wybiorę jakąś akademię wojskową. Następnie zrezygnowałem z pójścia drogą kariery wojskowej,  chcąc zrobić sobie rok przerwy od jakiejkolwiek nauki. Wszystko zmieniło się na Spotkaniu Młodych na Polach Lednickich, na które jechałem w tym samym roku, w którym zdawałem maturę tj. w 2019r. Całe wydarzenie przebiegało zwyczajnie, byłem pełen radości, ale żadnych uniesień duchowych nie miałem. Gdy nadeszła Msza święta, gdy chciałem zupełnie się skupić, mój wzrok padał to na prezbiterium, to wokoło. Podczas tej mojej walki o skupienie dostrzegłem śliczną dziewczynę, ale nie chciałem patrzeć w tamtą stronę, tylko na prezbiterium, gdzie odbywała się Msza. Kontynuowałem więc cały czas próby skupienia się na Mszy świętej, ale nie wychodziło mi to zbyt dobrze. Za którymś spojrzeniem na tą dziewczynę naszła mi myśl, że wygląda na smutną i że chciałbym jej jakoś pomóc, a potem nagle napełniło mnie poczucie pomocy każdemu z osobna. Wiedziałem, że to niemożliwe dla mnie, dlatego zastanowiłem się kim mogę zostać, żeby pomóc jak największej ilości ludzi.
I myślę sobie: „Lekarzem? Nie. Psychologiem? Nie. Żołnierzem? Też nie.” Wtedy na myśl przyszło mi to, na czym całe te Spotkanie Młodych się skupiało, na Miłości Jezusa, na sakramencie pokuty i pojednania, co zaowocowało myślą, że nie pomogę ludziom lepiej, jak zostając księdzem, czyli narzędziem w rękach Lekarza, dla Którego nie ma rany nie do uleczenia, Który w Swoim Trybunale Miłosierdzia leczy ciała i dusze.

Z tą myślą wracałem potem do domu- była ona bardzo silna. Wątpliwości pojawiły się, gdy miałem o mojej decyzji powiedzieć księdzu proboszczowi. Wreszcie powiedziałem mu, a jego wsparcie pomogło mi wytrwać w tej decyzji,  później umocniony przez Boga i moich przyjaciół przekroczyłem próg seminarium. Samo wstąpienie nie było przepełnione myślą, że mam być księdzem, ale bardziej tym, że teraz Bóg chce abym był w seminarium, może na jakiś czas, a może faktycznie ma mnie ono doprowadzić do święceń kapłańskich. Wciąż nie jestem zupełnie pewny, czy zostanę księdzem, jednak trwam w seminarium i rozeznaję dalej przy pomocy Łaski, czy moim powołaniem jest kapłaństwo.

Alumn Dominik Żmuda

Wbrew pierwszym skojarzeniom, jakie mogą się wiązać z rekolekcjami powołaniowymi, nie chodzi w nich o to by za wszelką cenę przyciągnąć nowych kleryków. Ich głównym zadaniem jest pomoc w rozeznaniu drogi życiowej, poprzez wsłuchanie się w głos Boga, który cały czas do nas mówi, ale my nie potrafimy, a czasem może nie chcemy Go słuchać. Powołanie człowieka to bardzo złożony proces, który moim zdaniem, trwa przez całe życie, ponieważ powołanie to wybory, nieustanne podejmowanie decyzji, kształtujących naszą ziemską drogę. W zeszłym roku miałem okazję pierwszy raz uczestniczyć w Rekolekcjach Powołaniowych w WSD w Elblągu. Na początku nie byłem do końca przekonany czy jechać czy nie. Z jednej strony kolega kleryk, który pomagał przy organizacji „Powołaniówki”, zapraszał mnie na te rekolekcje, a z drugiej bałem się usłyszeć Głos Pana: „Piotrze, pójdź za Mną”, o którym czasem myślałem. Jednak w ostatniej chwili zdecydowałem się wziąć udział w tym niecodziennym spotkaniu. W seminarium miałem okazję zobaczyć jak mniej więcej wygląda życie kleryka, a także poznałem wielu niezwykłych ludzi, których dobrze wspominam do dziś. Każdy dzień był zaplanowany od początku do końca. Oprócz porannych modlitw i mszy świętej, codziennie rozważaliśmy fragmenty Pisma Świętego, w których wsłuchiwaliśmy się w to co Bóg chce nam przekazać. Oprócz modlitw znalazł się również czas na integrację, długi spacer czy  grę w piłkę. Mimo wszytko, chyba punktem, który najbardziej poruszył i mocno dotknął serca każdego uczestnika była adoracja, w trakcie której nasi animatorzy dzielili się swoimi świadectwami. Ten moment wywołał wiele emocji i wielu poczuło obecność żywego Chrystusa wśród nas. Osobiście to duchowe, ale jednoczenie fizycznego spotkania z Jezusem kontynuowałem też później na wyjątkowej EPP na Jasną Górę. Rekolekcje powołaniowe były dla mnie bardzo wartościowe, nie dość, że poznałem wiele ciekawych osób, to nauczyłem się przede wszystkim, że powołaniem każdego człowieka jest świętość i żeby ją osiągnąć to trzeba żyć w miłości z Chrystusem, a także drugim człowiekiem. Z kolei jeżeli chodzi o powołanie życiowe, to trzeba zaufać bezgranicznie Bogu oraz wsłuchiwać się w Jego głos, a w przypadku złego wyboru pamiętajmy o naszym głównym celu, czyli Królestwie Niebieskim. W trakcie tych kilku dni przekonałem się, że bycie alumnem wcale nie oznacza być przyszłym księdzem. Kilku kleryków przyznało, że nie wiedzą na 100% czy przyjmą święcenia kapłańskie, jeśli tak się nie stanie to na pewno czas spędzony w seminarium nie był stracony, lecz kolejnym etapem w ich życiu. W moim przypadku jest podobnie. W przeciągu dwóch lat jestem już na drugim kierunku studiów, ale wciąż nie mam pewności czy to jest właściwa droga, a nawet teraz nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że za jakiś czas zmienię zdanie i wybiorę coś innego. Doskonale wiem, że wybór studiów, rozeznanie drogi życiowej czy powołania jest bardzo trudne, zwłaszcza w czasach, gdzie świat zatracił swoje kluczowe wartości, w których nie ma miejsca dla Boga. Dlatego warto zaufać Chrystusowi oraz pozwolić mu działać w naszym życiu, bo tylko On wie co jest dla nas najlepsze i ma dla każdego plan zbawienia. W tej sytuacji kluczowe jest otworzyć się na nowe wyzwania, a także liczyć się z porażkami, których nie powinniśmy traktować jak koniec świata, lecz jako kolejną lekcję.

Piotr Walenczewski- uczestnik rekolekcji powołaniowych